sobota, 7 stycznia 2012

Wszystko dobre co sie dobrze konczy.Pytanie kiedy sie skonczy?

Dziesiec dni z Ania, Konradem, Ewcia i Ninka minely nam bardzo szybko. Najpierw przygotowywalismy sie do imprezy sylwestrowej. Byly zakupy, gotowanie, sprztanie i mnostwo smiechu. Nowy Rok powitalismy w gronie najblizszych przyjaciol. Aparat poszedl w zapomnienie, na szczescie Konrad uwiecznil przygotowania i fajrewerki. Gunarek z Anetka przywiezli pelen bagaznik wystrzalowych materialow, dzieciaki mialy ucieche.









 Pannice szykuja sie do spania. Przez 10 dni nasze zegary biologiczne zostaly dosc mocno poprzestawiane. Dziewczyny zasypialy kolo polnocy, sniadanie jedlismy zas na lunch.

 Nasza Farah od zawsze byla zakochana w Ani. Przez pierwsze dni pies nie odstepowal Anki na krok, wrecz chodzil pomiedzy jej  nogami.
 Nie tylko pies nie odstepowal Ani.

 A najlepiej jak wszyscy wskakuja na konradowe kolanka!


 Ostatni wieczor. Babcia Ina przyjachala sie pozegnac, a na oslode rozstania przywiozla swiezutko upieczone faforki.
Teraz powinnam napisac, ze podroz minela im dobrze i szczesliwie dotarli do domu.
   Niestety tak sie nie stalo. W polowie drogi, za Göteborg samochod Ewci sie popsul. W droge ruszyla ekspedycja ratunkowa. Tommy i moj kochany tesc wsiedli w samochod. Niestety w zwiazku ze swietem Trzech Kroli wszystkie warsztaty samochodowe i sklepy byly pozamykane. Nie mieli mozliwosci kupienia zapsutej czesc. Wybrali ryzykowne przedwsiewziecie, holowanie auta do przystani promowej w Ystad. Odleglosc 310 km. Kilka godzin trwalo holowanie, w wielkim stresie gdyz nie mozna holowac sie na autostradzie. Szczescie w niesczesciu nie zostali zatrzymani przez policje. Z dwu godzinnym opznieniem, o polnocy dotarli do Ystad. Planowali przeczekac do nastepnego dnia na terminalu promowym. Niestety   okazalo sie ze terminal jest zamykany na noc, a w zwiazku ze swietem w calej okolicy nie ma zadnego wolnego pokoju hotelowego.  Ciezka noc okazla sie jeszcze ciezsza i dluzsza gdyz spedzona w ciasnym, ale za to cieplym samochodzie na stacji benzynowej. Rano po zalatwieniu formalnosci, Tomek ze Svenem udali sie w podroz powrotna do domu. Nieprzytomni ze zmeczenia wrocili szczesliwie kolo godz 15, po 24 godzinach w samochodzie. A Ania, Konrad, Ewunia i najdzielniejszy czlonek wyprawy 4-letnia Ninka w dalszym ciagu sa w podrozy! Poltoragodziny temu powinni zjechac z promu w Swinoujsciu. Niestety, inny prom ulegl awari i musza czekac na miejsce w porcie. A pod promem czekaja juz zdenerwowani nasi rodzice oraz tata Ninki. Mam nadzieje ze lada chwila otrzymam informacje, ze sa juz razem! Trzymam kciuki.

4 komentarze:

  1. Trzymamy kciuki! Podroz jest jak loteria!
    Calusy.
    Polonijna mama

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, a to dopiero ... super dzielni jestescie wszyscy! Trzymam kciuki i ja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skończyło się po 37 godzinach, coż to była za adrenalina. Dzięki uprzejmości dwóch chłopaków zostaliśmy bezpiecznie wholowani i zholowani z promu. Potem już tylko trasa Świnoujscie - szczecin ale juz z mama i tatą, przepyszną świeżą bułeczką i piwkiem na odstresowanie, bardzo dziekujemy, ze po nas przyjechaliście i za zaopatrzenie lodówki:-)

    Bardzo, bardo dziękujemy Svenowi i Tomkowi, którzy byli najlepszą ekipą ratunkową pod slońcem, bez Was nie dalibysmy rady.
    Sven Olof tack så mycket för din hjälp:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisany artykuł. Jak dla mnie bomba.

    OdpowiedzUsuń