Po przyjezdzie mielismy tylko 30 minut na przeobrazenie Julki w "prawdziwa" ksiezniczke. Na 13.00 wybierala sie do kolezanki na urodzinowe przyjecie. Wszystkie uczestniczki mialy pojawic sie w balowych kreacjach.
Do domu wrocila po 3 godzinach z suknia balowa w reku:) Doszla do wniosku ze "prawdziwe" ksiezniczki maja ciezkie zycie w tak niewygodnych ciuchach. O wiele wygodniej bylo sie bawic w rajstopach i podkoszulku:)




Bianeczka niepocieszona zostala w domu i zaczela planowac swoje przyjecie urodzinowe, ktore przypada w kwietniu. Bo najwazniejsze to byc dobrze przygotowanym! Jak juz wszystko zostalo zaplanowane ( Bianca chce przyjecie na basenie) przyszedl czas na male spanko. Nasza kocica znow wrocila na lono rodziny. Zmienia tylko miejsca odpoczynku i sprawdza od czasu do czasu zawartosc miski. A miska zdecydowanie pusciejsza. Kocisko nam sie zaokraglilo za bardzo. Musielismy zaczac ograniczac naszemu przytulakowi porcje. Na szczescie nie reaguje krzykiem na brak karmy jak inne znane nam koty, tylko siedzi przed pusta miska z lbem spuszczonym i katem oka sledzi kazdy nasz ruch w kuchni. Czuje sie potwornie ale dla jej dobra nie moze wiecej przytyc.


Po bianeczkowym przebudzeniu poszlismy na spacerek oraz nakarmic kury. Bianca w wielkim skupieniu dzieli kromki chleba na male kawaleczki i czestuje zawsze glodne kury.


A na koniec nieszczesliwa ksiezniczka, ktorej postawiono zupe z dyni na stole. "Probowalam dobra"- powiedziala Julka. "Ale jesc jej nie bede" W kwestaich jedzeniowych ostatnio Julka jest ciezkim orzechem do zgryzienia. Ma swoje ulubione dania i te je z przyjemnoscia, reszty po prostu nawet nie chce sprobowac. Mam nadzieje, ze i ta faza kiedys sie skonczy. Na szczescie oprocz zupy byly raki i krewetki- te ostatnie naleza do przysmakow naszych dziewczyn. Ciezko bylo nadarzyc z obieraniem!

Jutro parada hallowen. Wezme w niej udzial pierwszy raz. Pierwszy raz od ukonczenia przez Julie roczku nie pracuje tego weekendu. Ciekawa jestem bardzo jutrzejszego dnia.