Mialysmy wiec super babski dzien. Pospalysmy do 9, kolo 11 udalo nam sie wyjsc na spacer.
Pobrodzilysmy w sniegu, pies sie wyszalal, kot zreszta tez przy okazji. Pogoda byla dosc dziwna, ponuro, wilgotno a jednak termometry wskazywaly -8. Kolo 12 wrocilysmy do cieplutkiego domku.Ja zabralam sie za "uladzanie" i przygotowanie lunchu, dziewczynki zas bawily sie w "kowbojki"
Gdy Bianca udala sie na drzemke, ja zabralam sie za sprzatanie. Wczoraj ostatecznie pozegnalismy sie z Bozym Narodzeniem. (Jak tradycja szwedzka kaze, 3tygodnie po wigilii) Nalezalo wiec dzis troszke gruntowniej posprzatac. Julcia mi pomogla w scieraniu kurzu:) i calkiem przyjemnie sie u nas zrobilo. Potem przyszli sasiedzi z dzieciakami na kawke. Zaszumieli, pokrzyczeli i poszli. Julka byla okropna dla Alvy,jakos ostatnio wogole nie moga sie dogadac panienki. Julka juz nie chce sie poddawac alvowym wplywom. Ta druga zas, czuje sie bardzo dorosla od czasu gdy zaczela chodzic do szkoly. Do tego Alva jest cwana, zalewa sie lzami, opowiadajac natychmiast jaka to Julka jest dla niej niedobra. Julka zas uparciuch maly, zagryza wargi i milczy z bunczucznym spojrzeniem. Dopiero pod wieczor przyznala mi sie ( ciagnelam ja za jezyk, bo czulam ze to nie tylko Julka zawinila) ze Alva brzydko ja nazwala. Julka w afekcie rozwalila jej wiec puzzle:(
A tu juz szykujemy ulubiony obiadek moich dzieci ( chyba wszystkich szwedzkich dzieci) köttbullar- mielone w wersji mini kulek, purre ziemnieczane oraz fasolka szparagowa- jedno z nielicznych warzyw jedzonych przez 5-latki:)( numer jeden to kukurydza z puszki-a potem juz tylko ketchup:)
Chwile pozniej....
Pusto....Bianci zdjecie po skonczonym posilku nie nadaje sie do publikacji:)
Jutro zaczynam pracowity weekend.