Dzis rano wracajac z pracy, zastalam oto taki widok mojej kochanej werandy.
No, coz. Na wiosne przyjdzie nam montowac nowy dach. Mam nadzieje, ze nowy bedzie sluzyl dluzej niz dwa lata:)
Po krotkim spacerze z psem, postanowilam wtulic sie do Tomka i Bianci ( Julka spala u dziadkow), okazalo sie ze kot rowniez czekal na mnie.
A to juz dziewczynki i ja:) w swoich olimpijskich czapkach zrobionych przez babcie Ine. Dla niedoinformowanych, takie wlasnie czapki maja szwedzcy olimpijczycy. Czapki sa zrobione szydelkiem. I sa nie do zdobycia w sklepach. Na aukcjach intrnetowych trzeba zaplacic ponad 1000 kr ( okolo 400PLN) za sztuke. W sklepach wykupione sa wloczki, zolta i niebieska sa bezcenne. Babcia Ina, na nasz chec posiadania olimpijskich czapek zareagowala natychmiast. Jakims cudem udalo jej sie zdobyc potrzebne wloczki. Najpierw moj kochany maz probowal sie zmierzyc z szydelkiem, po kilkunastu probach zaprzestal. Babcia Ina zas w przeciagu 3 wieczorow zrobila czapki dla calej naszej rodziny:)
Po poludnu przyjachali do nas Per z Emma i chlopcami. W ramach podziekowania za pozyczenie nart dla Konrada, zaprosilismy ich na sobotni obiad. Bylo bardzo sympatycznie i ponoc przesmacznie.Tyle, ze goscie bardzo sie martwili czym oni nas ugoszcza jak do nich przyjedziemy.
Jutro caly dzien spedzam w pracy. Nadchodzacy tydzien mam tzw "lekki" pracuje tylko srode i czwartek. Ale za to w szkole duzo, wiec mam zamiar sie uczyc ile sie da ( czytaj, na ile dziewczynki dadza:)
Ps. Rownoczesnie z pisaniem przygladalam sie walce Justyny Kowalczyk,jesli znajdziecie jakies bledy to wszystko przez nerwy!
Dzielna babka, z tej naszej Justyny!!!Brawo, Justynka!!!!!!!!
Chyba poprosze babcie Ine o wydzierganie bialo-czerwonej czapeczki:)