Nasza Julia jesli chodzi o narty jest po prostu niesamowita. Nigdy jej dosc. My padalismy ze zmeczenia, nogi drzaly, oczy bolaly od slonca a nasza corka...wiecej, wiecej, wiecej. Zjazdy byly otwarte do godziny 16.00. Julka nie popuscila nam ani minuty, o godz 15.55 pojechalysmy ostatnim orczykiem. Schodzilismy z gor jako jedni z ostatnich. Zalapalismy sie ponadto na EfterSki, gdzie spiewal jakis norweski trubadur, dla szerokiej norweskiej publicznisci.Kolo 18 zjechalismy do stugi. Gdzie czekal pyszny obiadek tesciowej , a potem torcik bianeczkowy.
Teraz dziewczynki plus Tommy, ktory poszedl je usypiac a zasnal sam , spia jak aniolki. Na mnie tez juz czas. Dzien byl bardzo fizycznie wyczerpujacy. Na podsumowanie pare zdjec z dzisiejszego dnia.







Bianka jak wydooślała z okazji roczku. przykro ale moj wczrajszy komentarz nie zapisal sie i to mnie denerwuje.Zapewniam ze czytam wszystkie i zawsze pisze.
OdpowiedzUsuń